Smietnik myśli
Wszystko czego nie da się upchnąć pod beret i docisnąć grzywką
Notki
2006-08-22











































Autor: A. Czeczot

Vraiment sans titre 2006-08-21
Mam problemy z komunikacją. Ludzie mnie nie rozumieją. No prawie się popłakałem. Faktem jednak pozostaje, że coraz trudniej mi przekazać to co myślę w sposób zrozumiały dla innych. Wczoraj przykładowo zaczepił mnie na stacji benzynowej Niemiec, który chciał dojechać do Łomianek. On w narzeczach, które ja znałem potrafił powiedzieć „Gut morrrrnink”, a ja w jego dialekcie znam zaledwie parę zwrotów z pierwszej lekcji typu, skundżeś i jak Cię zwą. Długo debatowaliśmy nad tym gdzie jest północ i jak powinien ustawić mapę, gdzie jechać, gdzie links a gdzie rechts i coraz bardziej był zagubiony. Coraz wolniej i wyraźniej mówił do mnie po swojemu w nadziei, że w końcu załapię w czym leży jego problem. Podniecona grupa moich kibiców krzycząca w naszym rodzimym języku coraz bardziej przydatne wskazówki: „Trasą niech jedzie”, „powiedz pan, że na rondzie w lewo”. I moje „gehen hier”, „gerade aus”, „links". Dość powiedzieć, że nie udało mi się mu wytłumaczyć, nawet na migi i palcem na mapie, co kiedyś było dla mnie niewyobrażalne... a może on chciał dojechać do Janek?
I sterta cytatów na dziś, cytaty są dobre, bo każdy je rozumie na swój sposób i wyczytuje to co i tak miał w głowie. A przecież i tak nie uda się zmienić tego co inni mają w głowie.

„Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go”
„Veritas odium parit”
„Prawda jest imieniem, którym nazywamy nasze zmienne pomyłki”
„Perseverance”

I tak zupełnie niechcący, z losowo przypomnianych cytatów, zrobiło się małe rozważanie o prawdzie. 

Przypomniał mi się jeszcze jeden tekst "megalomański i grafomański suchar". Nie było do mnie, ale kradnę bo pasuje.

Ech, i Heraklit w kupie gnoju. To piękne.
Ś.
Une clarification 2006-08-20
Trochę się pogubiłem co się komu zdawało, komu się chce i kto jest zażenowany, ale nie na mój mały rozumek te sprawy. Wróciłem do mojej poprzedniej notki i starałem się rozszyfrować co wywołało taką żywiołową reakcję. Wytypowałem trzy opcje:
a) uraziłem kogoś otyłego
b) uraziłem kogoś kto lubi luksusy
c) uraziłem wielbiciela sauny.
Ponieważ jednak mogłem nie rozpoznać wszystkich możliwych wariantów wyjaśnię o czym była ta notka, niech stracę. Otóż notka była o tym jak trudno radzić sobie z miesiącami choroby w domu i jak o wiele prościej jest zdobyć się na radzenie sobie z nią przez krótki okres w szpitalu, mimo, że w dużo trudniejszych warunkach, z mniejszą ilością snu itd.. Była też o kompleksach mojej żony i jak ciężko czasem nie nastąpić jej na odcisk mimowolnie. Była też o trudnościach jakie sprawia mi wykonywanie prac domowych. I był jeszcze cytat w sumie bardziej na zasadzie skojarzeń z książką, w której go po raz pierwszy przeczytałem niż z opisywaną sytuacją.
Więc jedyny sposób w jaki panno C. mogłaś poczuć się urażona to jeśli jesteś moją żoną. A dzięki Bogu nie jesteś (tak, wiem, że podzielasz to odczucie). I nie bój się tak bardzo o ten swój drugi blog, bo nie zamierzam nic tam pisać, ten jeden komentarz wywołany był Twoim działaniem.
Na koniec tego wywodu aż się prosi pewien cytat:
"- Człowiek za każdym razem myśli, że coś wytłumaczy, i tylko brnie dalej.
 - Tłumaczenie jest zakamuflowanym błędem - wygłosił O. - Zapamiętaj to sobie.
 - Wobec tego lepiej mówmy o czym innym, na przykład o tym, co się dzieje w Partii Radykalnej. Tylko, że ty ... Ech, jak na karuzeli, ciągle się kręci to samo, biały konik, za nim bułany, znowy biały..."
Ś.
Un cauchemar 2006-08-17
Miałem sobie sen. A we śnie siedziałem sobie w saunie i wszedł grubas wielki. W dobie nowomowy, relatywizmu i ugłaskiwania brzmi to paskudnie, ale to nie był człowiek otyły tylko grubas właśnie. Usiadł oczywiście tuż obok. Siedziałem i widziałem jak stróżka wody cieknie mu po karku. Z wolna wokół grubasa zbierała się cała kałuża. I wstałem celem opuszczenia lokalu i nastąpiłem na jego płetwę. W miejscu gdzie postawiłem nogę nie mogło być jego stopy. Ni mniej, ni więcej tylko płetwę zamiast nogi posiadał rzeczony grubas. I jakoś tak już jest, że ciągle gdzieś nastąpię i coś potrące. A przecież mi nawet nie wolno chodzić do sauny.
Mówią „co nas nie zabije to nas wzmocni”. Bzdura. Przez duże B z dwoma wielkimi brzuchami. W chwilach potrzebujących heroicznego wysiłku znacznie łatwiej znaleźć ten heroizm niż w długich ciągach miernych zgryzot heroizm trwania codziennego. Bo trud codzienności jest trudem bez nagród i wielkich słów. Gotowanie zupy, pranie, sprzątanie. Szybko zapomina się heroiczne chwile i to jak wtedy było i co zrobiliśmy. I trudno znaleźć tu wzmocnienie.
I tak to wróciłem do płetw, kompleksów, nożyc na stole i słów nieopatrznych. Quod erat demonstrandum...

P.S. Oczywiście nic mi się nie śniło, ponieważ aby pamiętać o czym się śni trzeba spać kilka godzin na dobę. Cholerny organizm i jego głupie przyzwyczajenia do luksusów.

P.P.S. I piosenka mi się przypomina oczywiście:
Czasu mam dużo i więcej
Więcej niż mógłbym mieć
Pięści mam mleczne a serce
Serce nie moja to rzecz

Ś.
Sans titre, dénué de sens 2006-08-02
Tak jakoś mi się przypomniały rzeczy różne - i wiersz Kamieńskiej co z niego został tylko tytuł "Przekwitło już Caprifolium" i wiersz Poświatowskiej co w całości jeszcze jest "trzeba..." i "Namiętnik" nie wiedzieć czemu się przypomniał nagle, choć nie dla mnie to była książka. I piosenka co kiedyś Umer ją była odtworzyła, a później Jopek śpiewała "A mnie oszukuj mile uśmiechem, słowem, gestem". Toczą się i tłoczą myśli jak toczy się czas niezmiennie, ligustr zazielenił się, zakwitł i przekwitł i usechł przedwcześnie. Wierzba "stara suka" popyliła i teraz się tylko śmieje ze mnie na wietrze. A ja siedzę przyczajony i czekam. Nie pożegnam jednak tego miejsca, bo dobrze mi tutaj. Tu można przeczekać. I się doczekać. Bo jak uczy życie cierpliwość jednak popłaca. Kolega pewien mi zazdrościł, a teraz mi się boi w oczy spojrzeć, bo okazało się, że to ja powinienem jemu. Jak pisał Miron "domysły świecą na prawdzie jak gwiazdy". Lubię gwiazdy i gwiazdorów.

Ś.
On dit adieu et disparaît 2006-07-14
Ś.
Aimer n'est pas rever 2006-07-14
Marzenie mam tylko jedno - żeby przez chwilę wszyscy w rodzinie byli zdrowi.

Ś.
D'amour et encore d'amitié 2006-07-13
Głośniki drżą moim ulubionym tangiem. Rozkoszuję się niezrozumiałymi słowami, które miło łaskoczą uszy. Rozumiem tylko tytuł - brutalna muzyka. Przypomniała mi się pewna milonga w Warszawie.
W tłumie tańczących wyróżniała się jedna para. Oboje dosyć młodzi, niewiele ponad dwadzieścia lat. Tańczyli w stylu bliskim, jej głowa opierała się o jego, oczy miała zamknięte. Właściwie opierała o niego całe swoje ciało, które stykało się z jego jedynie w linii ramion. Widać było, że jej środek ciążkości znajduje się daleko poza osią ciała. On prowadził bardzo spokojnie i z dużą gracją, a ona zupełnie mu oddana z zamkniętymi oczami poddawała się jego ruchom. Bezgraniczne zaufanie. Podobno tańczyli ze sobą dopiero od dwóch miesięcy. To jeden z najpiękniejszych widoków jakie widziałem w życiu. Żywy, ruchomy pomnik. Pomnik miłości.
I taka właśnie jest różnica między miłością a przyjaźnią. W miłości jeden z partnerów może wychylić się poza swój środek ciężkości, w przyjaźni jednak w dłuższym okresie trzeba zachować równowagę.

Śmieciarz
J'aime... 2006-07-12
Lubię zapach pierwszych kropel deszczu na zakurzonym chodniku
Lubię krzyk grzmotu tuż za plecami błyskawicy
Lubię różową poświatę na godzinę przed wschodem słońca
Lubię uśmiech po długiej rozłące
Lubię zapach skóry kobiecej wygrzanej na słońcu
Lubię pianie koguta w leniwej wiejskiej ciszy
Lubię lasy brzozowe na podmokłych łąkach
Lubię czytać słowa proste codzienne

Niestety, na wiele z tych rzeczy mnie nie stać.

Śmieciarz
Sepultura 2006-06-28
Na pogrzeby chodziłem od wczesnego dzieciństwa. Pierwszy pogrzeb, który pamiętam to pożegnanie kolegi, zmarł na białaczkę. Byłem małym dzieckiem, przepłakałem całą mszę i nabożeństwo na cmentarzu, pocieszany przez rodziców, że „on już jest w niebie”.
Ostatni pogrzeb - zaledwie kilka dni temu. Dziś nie ma już miejsca na łzy, to ja jestem pocieszycielem.
Jest w trakcie pogrzebu kilka naprawdę ważnych dla mnie momentów, część z nich umiałem docenić już w dzieciństwie, część objawiła mi się zupełnie niedawno.
Widok ciała w trumnie czy zamykanie wieka od trumny nie robią na mnie takiego wrażenia jak radosne alleluja śpiewane podczas mszy. Kontrast wesołego okrzyku zmartwychwstania z doczesnym smutkiem najwydatniej pozwala mi odczuć nieodwracalność sytuacji.
Zgrzyt sznurów przesuwających się po drewnianej trumnie budzi mnie z zamyślenia nad grobem. Dosłowność tego dźwięku jest bardziej wymowa od metafizycznych przemyśleń.
Rzeczowe, krótkie komendy człowieka zawiadującego obniżaniem trumny: „Wolniej, teraz przód, powoli, dawaj”. Tak się spotyka życie i nieżycie.
„Witaj Królowo, Matko miłosierdzia, życie, słodyczy i nadziejo nasza, witaj! Do Ciebie wołamy wygnańcy Ewy; do Ciebie wzdychamy jęcząc i płacząc na tym łez padole. Przeto, Orędowniczko nasza, one miłosierne oczy Twoje na nas zwróć, a Jezusa błogosławiony owoc żywota Twojego, po tym wygnaniu nam okaż. O łaskawa, o litościwa, o słodka Panno Maryjo!” – najbardziej dotykalny dla mnie przejaw pożegnania. Może bardziej nawet w melodii niż słowie.
Z pożegnania osoby w pamięci zostaje zaledwie kilka zdań. 

Śmieciarz
RDR cz.2 HA 2006-06-28
Patrz oto szkoła przed nią dzieci
budują piramidę z ciał
nowe Requiem dla Ruchu.
Cóż nam po łapiduchu
z wirusem-wiarusem w siną dal.

Połykał szosy jak tasiemca
bez sensu, składu i rozwagi
starał się dojrzeć
sine qua non odarte
z grzechu warte.

Myśleli sobie oto geniusz z urodzenia
co wprost bez zastanowienia wyprostuje
ścieżki utkane kamieniami
na drodze do Altes Schloss koło Baden.
Srogi błąd.

Tamże Fachwerkhäuser
belką stały w jego oku
a źdźbłem łaskotał
policzki, szyję, ramię
nigdy na hal, nie.

Magnoli tłuste kwiaty różem
rzucały w nich tej nocy
kiedy za zakrętem lód zaskoczył
był i nie ciepły
jak posoka.

Siedemdziesiąte ósme zły bądź
gdy dobrem płacą, fałszywy to pieniądz
podstawą egzystencji serwilizm we krwi
a nie odwrotnie Kwiaty Polskie
jak ołtarz w oknie.

Pewnie odezwie się markotnie
marudząc, że nie tak miało być
jak było kto wie ten mądry
a głupi kto rozumie
że.

Trzy twarze Hekate spoglądają krzywo
wisi to lustro
prawdę pokaże Ci tylko
hekatomba ze szczerości
naiwnej.

Alians tak szczególny
naznaczył jego życie,
że toczyło się dalej niczym
koło zamachowe strzela inny nosi
kule komuś kup.

Pod dywanem i na parkiecie
szybkie ocho i quebrada.
Patrz oto szkoła przed nią dzieci
budują piramidę z ciał
nowe Requiem dla Ruchu.
RDR cz.1 Hieronim Arszander 2006-06-28
Zakładam podwójny impas i wychodzę
blotką pik w pełne słońce z motyką pod ręką
w gipsie na temblaku przy pełnych nozdrzach pyłu
wzniecanego przez przelatujące ważki
w nieważkości stanie odnajduję ciszę.

Karmili go cyframi a w womitach znajdowali słowa
większe, mniejsze, okrągłe i podłużne
jak szyny po których mknie drezyna
a dwóch chłopców ciężko pracuje
pchając przed siebie wózek pełen życia.

Co rok to profeta, z linii Lewitów
bądź innych synów Jakuba,
przepowiada swoją przyszłość czarną marną
pisaną ołówkiem na śliskiej płytce
mamusia pracuje z gąbeczką tuż obok.

Urwane dźwięki akordeonowej walki
goniły jego kroki po ulicach Lizbony,
majtki w oknie w Alfamie
rozczulały zawsze jednakowo czułe
miejsca niezapomniane

Fantazje z fontaziem łechtały gardło
jak Lhotka i mała gżegżółka
żółta barwa najbardziej barwi
jajko podrzucone, a nie
wysiedziane.

Pięćdziesiąte drugie nie pobudzaj
a jeśli już się zdarzy tak, że mi się zamarzy
to biegnij szybko do okna, drzwi do framugi
ściana do sufitu, a potem trzaśnij
nim zdąży zasnąć.

Azaliż azalii wypadało kwitnąć lubieżnie
kiedy inni myśleli jeszcze o przetrwaniu
i przetwarzaniu. A ona różanecznikowopalca
o poranku i północy świeci w oczy
światłem odbitym.

Izolda o Białych Dłoniach i Fedra w jednym
i tym samym i drugim i innym
ludziom nie życzył tego co
a co nie i kiedy bądź dlaczego
piasek przysypał.

Myślał, że nie boli a jednak myślenie
to sztuka gratia artis
żyłeś i umrzesz marnie,
rozmarynem pachniało kiedy spała
a budziła się mirtem.

W głowie i na żołądku jest wszystko
co znajdziesz kiedykolwiek.
Patrz oto szkoła przed nią dzieci
budują piramidę z ciał
nowe Requiem Dla Ruchu.

RDR cz.3 - HA 2006-06-14
Patrz oto szkoła przed nią dzieci
budują piramidę z ciał
nowe Requiem dla Ruchu.
W myśli moich puchu
Chowam ostrogi uczuć.

W ciszę ponad miastem
Wszedł z minaretu szczytu
Muezin z wielkim bogiem
Czy wzbudził trwogę czy
nadzieję?

W lepkich kropelkach marzeń
Wracała ciągle w nim ta feria wrażeń
Cierpka brocząca krew żywicy
I słodka garstka siana
Nie do odszukania

Kikutem szturchał w oczy
W nadziei, że podskoczy
Serce do gardła, ręka do kieszeni
A cóż to zmieni, za pięć funtów
Kupujesz świętość.

Jak przewiercień oplótł szyję
Myślał, że jeszcze żyje
A myśli zmarły dawniej jeszcze
Gdzieś w ciemnej wiacie na podeście
W najkrótszą roku noc.

Piąte przez szesnaste
Za pocałunek kastet
W twarz. W oko kij
Co nieustannie ma dwa końce
Skute milczeniem.

Złych wciąż nagradzał beształ dobrych
niekonsekwencji ekscytacje
komplikowały sytuacje
Ira furor brevis est
żałosna rzecz.

Odyn i dwa kruki
Niedościgniony to ideał
Chociażby wtedy się odezwał
W ciszy utonie każda fraza
Pusta.

Wół w jarzmie wyświechtane słowa
Trzeba wymyślać wciąż od nowa
Ludzi, życie, czucie
Łatwiej odrzucić, na śmierć skazać.
Blaga.

Szybowiec kwiatu macha liściem
W tak pożegnalnym niskim locie.
Patrz oto szkoła przed nią dzieci
budują piramidę z ciał
nowe Requiem dla Ruchu
Psalm 23 Dawida 2006-06-14
Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moja pociechą.


Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

D'amitié 2006-06-12
Zebrało mi się na wspomnienia mimo pośpiechu, w którym teraz żyję. Przypomnieli mi się moi przyjaciele z czasów gdy jeszcze miałem przyjaciół, zanim straciłem cnotę ufania ludziom. Przypomnieli mi się szczególnie dwaj z najpiękniejszego chyba okresu mojej młodości. Dawno już straciliśmy ze sobą kontakt. Wrzuciłem w google najpierw jedno, potem drugie nazwisko. Nazwiska mają mało popularne więc trudno o pomyłkę, zresztą fakty są zgodne z tym gdzie ich życiorys się urywał.
Doradca w jednym z największych banków inwestycyjnych, członek kilku rad nadzorczych w Chicago.
Wykładowca jednego z dwóch najbardziej znanych brytyjskich uniwersytetów, członek organizacji doradzającej rządowi brytyjskiemu, wcześniej dyrektor oddziału banku.
Obaj przed trzydziestką.
Tak się mierzy życie w świecie mężczyzn.
Wrzuciłem swoje dane, wypadła jakaś konferencja, na której wykładałem i głupia nagroda.
Tak się mierzy życie w świecie mężczyzn.
Start mieliśmy wszyscy podobny i potencjał też.
Brzmi strasznie sfrustrowanie a nie jest. Bo znam jeszcze inne miary.
 

Śmieciarz
Pandemia 2006-06-05

Weekend naszedł mnie zupełnie niespodzianie w stanie wściekłym. Zostawił mnie jeszcze bardziej wściekłym. Jedno spojrzenie, jedno słowo, jedna myśl potrafią mnie wytrącić z równowagi i doprowadzić do furii. Nie znam się na psychologii więc nie wiem czy za dużo mam krwi czy flegmy czy innych płynów cielesnych. Po co o tym myśleć skoro wymyślił to już ktoś.

Ktoś wyczuł moją wściekłość jeszcze zanim ja sam ją zauważyłem. Czytają we mnie ludzie jak w książce kucharskiej – jasne przepisy z odmierzonymi ilościami. Prosty człowiek – prosta lektura. Ja z kolei ludzi nie rozumiem, ani ich rozumów ani namiętności. Widać skomplikowani to ludzie.

Ludzie szydzą zawsze z tego co ich boli najbardziej. Słabi tancerze naśmiewają się z innych tańczących, głupcy naigrywają się z cudzych myśli, seksualni impotenci szydzą z cudzych przeżyć seksualnych. Staram się nie oceniać innych co nie czyni mnie lepszym tancerzem, mądrzejszym myślicielem ani bieglejszym kochankiem. Nie czyni mnie nawet lepszym człowiekiem. Czyni mnie tylko odrobinę mniej śmiesznym.

Śmiesznie wielce mądry autor pisze, że przełomowe decyzje podejmujemy pod wpływem nietrwałych nastrojów. A może trochę inaczej pisze, ale nie chce mi się sięgać do książki i szukać cytatu wśród tysięcy innych zdań. A jakie to znowu można podjąć przełomowe decyzje? Dać życie, odebrać życie, dać miłość, odebrać miłość. Ile więcej pozostało do zadecydowania? Cała reszta zgodna z wyświechtaną maksymą Koheleta, nie wiedzieć czemu najbardziej rozpropagowaną z całej księgi. Może dlatego, że ładnie brzmi po łacinie?

Łacina obok lekcji gry na fortepianie, brydża i wizyt w filharmonii to dla mnie symbole dostatku. Dostatku rozumianego jako wolny czas, chęci i siły by zająć się czymś jeszcze poza codziennością.

Codzienność to zmęczenie i zniechęcenie powtarzalnością rytualnych obrzędów XXI wieku. Od porannej herbaty przez pracowe klawiaturowanie po wieczorne mycie zębów. Dzień za dniem ciągnący się supełkami na sznurowadłach, może bardziej ciągniony, niż ciągnący się. Codzienności nie zmienia nic, urlop czy weekend to potwierdzenie reguły. Zmęczenie i zniechęcenie to cudowna pożywka dla wściekłości.

Wściekłość jest zaraźliwa. Powinienem zostać poddany izolacji, bo już zarażam.

Śmieciarz
Rozdział 12, w którym okazuję się być męską seksistowską świnią czy czymś innym równie paskudnym 2006-06-02
Zarobiony jestem i nie mam czasu na pisanie, ale ciśnienie licznych tłumów odwiedzających to miejsce każe mi wypluć tu cokolwiek więc się poddaję.
W centrum handlowym byłem wygoniony konfiskatą licznych części garderoby przez żonę. Świetne ubrania, do których już jestem tak przyzwyczajony i przywiązany i które niewątpliwie mogłyby służyć jeszcze długie lata zostały oddalone bez pardonu i nie ujrzą już więcej mojego biura. Trudno się mówi i musiałem się udać na zakupy, dziecię odmówiło współpracy tzn. pozostania z babcią co uziemiło towarzyszkę życia więc pojechałem sam.
Pobyt w centrum handlowym w pojedynkę (bez ukochanej żony) ma jedną zasadniczą zaletę – można przyglądać się wszystkim kobietom bez niepotrzebnych podejrzeń i komentarzy. Gwoli jasności spieszę wyjaśnić, że nie przyglądam się rzeczonym istotom z pobudek seksualno-pociągowych (przypominam, że jestem spełnionym ojcem i mężem) a jedynie jako esteta ... bądź coraz częściej jako antyesteta.
Otóż wczoraj drogi czytelniku/czko skonstatowałem, że świat schodzi za psami na bruk w tempie równomiernie przyspieszonym. Obserwuję ten trend od kilku lat i przybiera on niebezpiecznie na sile. Drastycznie zwiększa się gama ubrań damskich, które budzą we mnie ni mniej ni więcej tylko odrazę. Znaczy to, że widząc kobietę w danym „kostiumie” wzrasta we mnie nieodparta chęć ucieczki i to niezależnie od wyglądu samej modelki tudzież jej drugorzędnych cech płciowych.
Aktualnie moją czerwoną płachtą są spodnie o długości nogawek 7/8 lub jakiś inny równie idiotyczny ułamek. Do cholery jak chcecie oszczędzać to ubierzcie krótkie spodenki a nie coś ni w pięść ni w dziewannę. Tak, kobiece nogi potrafią być seksowne i piękne, ale cóż jest seksownego bądź pięknego w kawałku kostki i zaczątku golenia wyglądającego z materiałowej rury?
Parę lat temu wszędzie były rybaczki. Zgroza. Będąc wówczas jeszcze kawalerem umówiłem się z koleżankami, że żadna wiedząc że będę w okolicy nie założy tego świństwa. Jak można dobrowolnie tak się oszpecić. Ach i jeszcze podkolanówki w połączeniu z krótkimi spódniczkami. Jak ktoś mógł w ogóle wpaść na coś takiego??? Ja rozumiem, są okazje, bale przebierańców, występy clownów, miejsca kaźni. Ale na ulicy, prosto w oczy niewinnego mężczyzny? I jeszcze bluzki z mnóstwem falbanek i falbaniątek kojarzące mi się nie wiedzieć czemu z dynastią Burbonów. Brrr.
Tak, jestem paskudnym konserwą. I tak, ulżyło mi. W końcu po to mam ten blog. Z góry wyjaśniam, że ja sam ubieram się niezwykle niegustownie i nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś mnie zmieszał z tego powodu z błotem. 

P.S. A jak widzę te kobiety tak poubierane to nawet mi do głowy nie przychodzi żadna piosenka ani wiersz.
P.P.S. Jeśli ktoś z pań lub panów czytających lub czytelników innych płci znanych we wszechświecie poczuł się urażony bo sam zawdziewa rzeczone części garderoby to bardzo mi przykro. Oczywiście kajam się i de gustibus bla bla bla. 
P.Q.R.S.T. Jeśli ktoś wyobraził mnie sobie jak chodzę po centrum handlowym z wybałuszonymi oczami i śliną kapiącą z podbrudka to gratuluję trafnych skojarzeń.

Śmieciarz
Mój pejzaż 2006-05-29
Tęsknie można by rzec mistrzowsko. Zaczynam z szelestem otwieranych powiek i kończę z ostatnią myślą uciekającą przede mną w sen. Gorzej, tęsknie nawet w snach jeśli zdarzy mi się je pamiętać. Tęsknie za osobami, miejscami, rzeczami, uczuciami oraz tym czymś. Za tymi, które już widziałem oraz tymi jeszcze rojonymi w bezkształtnej masie myśli.
Za przyjaźnią zagubioną w biegu przez lata, z której zostały nazwiska widoczne w internecie oraz za kimś kto czeka na swoją kolej jeszcze.
Za małym zadymionym klubem jazzowym, gdzie szmer rozmów daje tło pewnej przeciągłej frazie a gin z tonikiem smakuje jak nigdzie i za wielkim balem, gdzie walca wiedeńskiego serwują na danie główne i w głowie szumi od obrotów sali.
Za zeszytem, wspomnieniem dzieciństwa połkniętym przez śmietnik w zamęcie przeprowadzki i domem na wsi wprost z banalnych marzeń obserwującym mnie spod powieki okiennic.
Za dziecięcą ufnością, że wszystko płynie najwłaściwszym nurtem i leniwym spokojem zgnuśniałego życia.
Za ...

Za piosenką Edyty G., tą jedną śpiewaną bez zbędnej emfazy:
Ni morza stalowego fale napastliwe
Ni Tatry, chmur drapacze wyższe, niż Manhattan
Ni białowieskiej puszczy dęby wiecznie żywe
Ani w wieże wawelskie wmurowane lata.

Ale rak, co go dotąd jeszcze nikt nie złapał
Ale kobiałka wczesnych, zakurzonych śliwek
I koza prowadzona gdzieś za rogi krzywe
I oset, który bosą piętę podrapał.

Ni trasy, autostrady, Nowotel, Intraco
Ani stada dyskotek w stroboskopów strudze
Smokingowe night cluby wzbronione pętakom
Ni pachnące salony elektrycznych złudzeń.

Ale rynek miasteczka unurzany w nudzie
I dach z przegniłych gontów dobrze znany ptakom
Ciepły chleb o nieznanym, zapomnianym smaku
I drzwi wąskie, skrzypiące, a za nimi ludzie. 

Śmieciarz

Cisza 2006-05-27

Jak rzadko jej doświadczam. Takiej pełnej, prawie dotykalnej, wiszącej w powietrzu w oczekiwaniu aż zrzuci ją przelotna kropla dźwięku. Od wczesnego poranka wybudzającego mnie gaworzeniem dziecka do późnej nocy gdy usypiam wsłuchując się w oddech żony żyję dźwiękami. Poranne wiadomości w radiu, gwizd czajnika, muzyka w samochodzie, rozmowy przy herbacie w pracy, telefony, muzyka, muzyka, stukot klawiatury, muzyka, rozmowy, dzwonek windy, pisk hamulców, muzyka, gaworzenie, rozmowy, szum wody...

Najmilsze nawet dźwięki potrafią się przejeść. Nurkuję w ciszy niby w czystym jeziorze i z niedowierzaniem czuję wodę na całym ciele od dużego palca u stopy po ostatni sterczący siwy włos na głowie. Pływam tam i z powrotem jak za dziecięcych lat, gdy pierwsza kąpiel danego lata przynosiła największą radość, nie do odtworzenia aż do kolejnego roku. Omamiony radością czuję, że zaraz krzyknę „Chwilo trwaj” nie bacząc na konsekwencje i ulotność prawdy tkwiącą w tych słowach. Z wody za włosy wyciąga mnie płacz dziecka, które zmierzyło się z koszmarem i woła o pomoc.

Nocne cisze, moje chwile prawdy i zadumania. Płacę za nie cenę ciężkich powiek z rana.

Lecz nawet w tych chwilach niekiedy coś brzęczy w ostatnich bastionach dźwięku w moim mózgu. Dziś pan w długim białym szalu cichutko mruczy

„Między ciszą a Ciszą
sprawy się kołyszą
i idą
i płyną
póki nie przeminą”

Wyciszam się zupełnie i idę spać.
Śmieciarz

Bukiet powitalny 2006-05-24
Cóż jest bukiet





















kiedy można mieć całą łąkę



























Wybierz sobie ;)
Śmieciarz

<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
Smietnikmysli
37
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Zobacz serwisy INTERIA.PL